Wszystko, co powiesz, może być użyte przeciwko tobie

Jak proste byłyby procesy sądowe, gdyby wszystko, co widzieliśmy i słyszeliśmy było możliwe do odtworzenia niczym film. Jak w jednym z odcinków serialu Czarne Lustro („Cała Twoja historia”, z sezonu pierwszego), którego twórcy przedstawili wizję społeczeństwa ludzi z wszczepionymi do mózgu rejestratorami obrazu i dźwięku, zwanymi „ziarnami”. W takiej rzeczywistości słowa i czyny nie idą w zapomnienie, ale zyskują ciężar utrwalonych na zawsze. To być może przyszłość, lecz już teraz możemy zakładać, że często ktoś rejestruje to, co mówimy (nie tylko przez telefon). I że to wykorzysta, na przykład w sądzie. Spójrzmy na historię pewnego młodego człowieka i jego troskliwej ciotki.

Po śmierci rodziców W. trafił pod opiekę ciotki, T., i jej męża M. Opiekunowie zajęli się nie tylko W., ale też jego pieniędzmi. Kupili sobie za nie działkę z domem, a kiedy zajął się tym wymiar sprawiedliwości, szybko ją sprzedali. Nieruchomość kupił A., w dużej mierze przyjmując ją jako rozliczenie za towar, który jakiś czas temu sprzedał M. nie otrzymując dotychczas zapłaty. A. dołożył też trochę gotówki, ale suma szybko rozeszła się na spłatę innych długów M. Dlatego, kiedy sąd nakazał T. i M. zapłacić odszkodowanie (761 000 zł), ci byli już spłukani.

Była jednak nadzieja na sądowe uznanie umowy sprzedaży nieruchomości na rzecz A. za bezskuteczną. W. musiał wykazać, że A. wiedział, iż sprzedaż udaremniła zwrot pożyczonych od W. bez pytania pieniędzy. A. twierdził, że o konieczności zwrotu pieniędzy W. nie wiedział. W. miał jednak pewien punkt zaczepienia: niepostrzeżenie nagrał rozmowę z notariuszem, który uczestniczył w sprzedaży nieruchomości i który potwierdził, że A. był świadomy konsekwencji tej transakcji dla W.

W. postanowił wykorzystać wiedzę notariusza w procesie sądowym. Okazało się jednak, że ten ma słabą pamięć: jako świadek zeznał, że szczegóły sprzedaży wyleciały mu z głowy. W. spróbował zatem wykorzystać nagranie rozmowy jako dowód. Na to jednak nie zgodził się sąd, przyjmując, iż notariusz nie wiedział, że jest nagrywany, a zatem W. mógł dowolnie manipulować rozmową. W. sprawę przegrał, więc złożył apelację, lecz sąd apelacyjny zgodził się z sądem okręgowym i również nie dopuścił dowodu z nagrania rozmowy z notariuszem.

Sprawa W. nie jest wyjątkiem. Wielokrotnie sądy odmawiały dopuszczenia dowodu z potajemnego nagrania, motywując do respektowaniem konstytucyjnej wolności i prawa każdej osoby do ochrony komunikowania się (art. 49 Konstytucji RP). Prawo to mieści w sobie także tajemnicę rozmowy, którą potajemne nagranie narusza. Zdaniem sądów takie bezprawnie zdobyte dowody nie powinny być w postępowaniu cywilnym dopuszczalne.

Dopuszczalność wykorzystania w procesie cywilnym potajemnie dokonanego nagrania rozmowy to zagadnienie bez oczywistego, jednoznacznego rozstrzygnięcia. O ile nagranie bez wiedzy nagrywanego może godzić w swobodę komunikowania się czy prawo do prywatności, to bywa, że jego sporządzenie i wykorzystanie w procesie stanowi formę ochrony konstytucyjnego prawa do sądu. Sądy dostrzegają także ten aspekt, wspominając o konflikcie różnych praw, który w okolicznościach danej sprawy należy rozstrzygać ważąc wszystkie za i przeciw. Czy zatem można wykorzystać potajemnie dokonane nagranie jako dowód? Coraz częściej na sali rozpraw słyszymy: nie ma uniwersalnej odpowiedzi, to zależy.

Dlatego kiedy sprawa W. trafiła do Sądu Najwyższego, ten wbrew orzeczeniom sądów pierwszej i drugiej instancji dopuścił wykorzystanie nagrania jako dowodu. Jednocześnie Sąd Najwyższy zasugerował, jak podejmować decyzję, czy dopuścić tego rodzaju dowód: ocenić, czy dowód nie narusza konstytucyjnego prawa do prywatności, a jeżeli narusza – rozważyć, czy naruszenie to nie jest uzasadnione potrzebą zagwarantowania prawa do sprawiedliwego procesu (art. 45 Konstytucji RP). Jeżeli jest, nagranie powinno być dopuszczone jako dowód.

W przypadku W., okradzionego przez ciotkę i jej męża, bez nagrania nie udałoby się ujawnić prawdy przed sądem. Czy jednak w każdym przypadku podobne nagrania są i będą wykorzystywane w „sprawiedliwym” celu? Czy cel uświęca środki? Dopuszczając potajemne nagrania jako środek dowodzenia swoich racji zyskujemy bezpieczeństwo kosztem lojalności wobec rozmówcy i jego prywatności. Niezależnie od etycznej oceny tego dylematu, w każdej rozmowie powinniśmy liczyć się z możliwością ujawnieniem naszych słów. Droga od prywatnego do publicznego bywa zaskakująco krótka.

***

Tekst inspirowany wyrokiem Sądu Najwyższego z 22 kwietnia 2016 r., sygn. akt II CSK 478/15.

Zdjęcie autorstwa Simone Acquaroli (Unsplash).