„Franczyza. Fakty i mity” – o udręce drobnych przedsiębiorców

Franczyza_Fakty_i_Mity (okładka)

Daniel Dziewit, autor książki „Franczyza. Fakty i mity”, postawił sobie za cel zniechęcenie tych, którzy chcieliby kupić w abonamencie pomysł na biznes. W części reportażowej wydaje się sugerować, że dowolnie wybrany system franczyzowy może być oszustwem, a nawet jeżeli jest uczciwy, to niesprawdzony, a nawet jeżeli sprawdzony, to i tak daje franczyzobiorcy marne szanse na rentowność, a gdyby nawet ten wyszedł na plus, to i tak przygniecie go upadek franczyzodawcy. Najlepszy scenariusz, trwałe powodzenie działalności, też skończy się źle, bo franczyzobiorca stanie się ofiarą własnego sukcesu: właściciel sieci przejmie jego lokale lub klientów.

Przyszli przedsiębiorcy, ofiary marketingu, postrzegają udział w sieci franczyzowej jako samozatrudnienie w oparciu o sprawdzony sposób zarabiania. Widzą w nim alternatywę dla pracy w korporacji, pożerającej życie pracownika, wdzierającej się w jego prywatny czas, połączonej z ciągłym strachem przed zwolnieniem, pracy wykonywanej w szaleńczym tempie, do którego pracownik albo się przyzwyczaja, albo sfrustrowany odchodzi. W tym kontekście, zdaniem autora, umacniany jest stereotyp „bycia na swoim”, które daje bezpieczeństwo, kontrolę sytuacji, eliminuje ryzyko utraty pracy. Kusi samodzielne decydowanie, inwestowanie, realizowanie własnych pomysłów. Udział w franczyzie dodaje do tego wszystkiego bezpieczeństwo, daje niemal gwarancję sukcesu.

Czasami propozycja dołączenia do sieci franczyzowej to mniej lub bardziej jawne oszustwo. Autor zarzuca je m.in. twórcy wciąż istniejącej sieci czekoladziarni. Wypomina mu: reklamowanie się fałszywymi danymi finansowymi, wysoką opłatę wstępną, czterystuprocentową marżę na wyposażeniu lokalu (obowiązkowy zakup u franczyzodawcy), nieracjonalne dostawy towaru, który nie ma szans się sprzedać, a który jest absurdalnie drogi. Autor opisuje licznych wprowadzonych w błąd franczyzobiorców, przypadki załamań nerwowych i procesów sądowych, które jednak nie powstrzymują „winnego” przed kontynuowaniem oszukańczego procederu. „Poszkodowani” sami w końcu podpisali skrajnie niekorzystne umowy, a franczyzodawca nie gwarantował, co oczywiste, sukcesu.

Grzechów na sumieniu mają franczyzodawcy więcej. Wiele z nich polega na nie w pełni uczciwym marketingu franczyzy (np. eksponowanie historii sukcesu, milczenie o porażkach) i procesie zawierania umów (brak faktycznej możliwości krytycznej analizy podpisywanych dokumentów). Wszystko, aby namówić jak największą liczbę potencjalnych chętnych na wejście do danej sieci. Często wbrew rozsądkowi i kalkulacjom. Autor podaje także przykłady pomysłów niesprawdzonych, testowanych dopiero na franczyzobiorcach.

Jednak, nawet sprawdzona w działaniu franczyza, jak twierdzi autor, nie daje szans na powodzenie i godny zarobek. Przykładem właścicielka dobrze prosperującego sklepu Big Star, która osiągała dochód niższy niż jej pracownicy. Albo franczyzobiorcy Żabki, z których – wedle wyliczenia autora – tylko jedna czwarta przetrwa pierwsze pięć lat prowadzenia sklepu. Po drodze do sukcesu tak wiele może się nie udać, że szanse na wieloletnie prowadzenie biznesu z powodzeniem są niewielkie.

Są też historie porażki mimo sukcesu. Znana sieć sklepów obuwniczych wymusza na franczyzobiorcach przejęcie rentownych sklepów, a operator telekomunikacyjny nakłada na swoich przedstawicieli ciężar zdobywania nowych klientów, ale kolejne usługi sprzedaje im już sam, bez prowizji dla przedstawiciela. Pojawiają się też w książce przykłady osób, które z powodzeniem prowadziły swój punkt franczyzowy i kiedy zdobyły już solidną pozycję na rynku, sieć przestała funkcjonować, niszcząc pośrednio ich biznes.

Jednak biznes – co autor podkreśla, lecz moim zdaniem niedostatecznie – jest dla ludzi pomysłowych, ambitnych i z pasją. A na franczyzobiorców rekrutowani są ludzie o wręcz odwrotnych cechach. W dużej mierze jest to zasługą marketingu franczyzodawców, ale też pewnie tego, że bardziej ambitni starają się opierać o własne pomysły. Autor z jednej strony pisze o długach, z którymi kończy wielu franczyzobiorców, ale z drugiej (prawie) zapomina, że próba przedsiębiorczości pod własnym logo również często kończy się na minusie.

Podsumowując, książka pokazuje jak w praktyce działa model działalności, który – jeżeli wierzyć autorowi – doczekał się dotychczas opracowań jedynie pochwalnych. „Franczyza. Fakty i mity” stanowi dla nich solidną, moim zdaniem przesadnie solidną, przeciwwagę. Lektura obowiązkowa dla potencjalnych franczyzobiorców, na zdrowe ostudzenie optymizmu. Dla wszystkich pozostałych to reportaż ukazujący kulisy funkcjonowania znanych marek.

***

Autor zdjęcia: Rob Brewer.