A. Sapkowski żąda 60 mln zł od CD PROJEKT

Andrzej Sapkowski, autor serii powieści o Wiedźminie, żąda od CD PROJEKT, producenta gry o Wiedźminie sześćdziesięciu milionów złotych – taka wiadomość obiegła media na początku października 2018 r. Ta nielicha sumka to sześć procent zysków, które gra oparta o literaturę Andrzeja Sapkowskiego podobno przyniosła CD PROJEKT. Internetowa opinia publiczna nie była dla pisarza łaskawa: komentujący internauci nazywali go pazernym i obśmiewali jako janusza biznesu. Istotnie: autor sprzedał prawa do adaptacji powieści o Wiedźminie producentowi gry już wcześniej, lata temu, ale nie przewidział gigantycznego sukcesu gry i wolał pewne trzydzieści pięć tysięcy zamiast niepewnego udziału w zyskach.

Jak to możliwe, że Andrzej Sapkowski chce sprzedać drugi raz to samo, ale za wyższą kwotę? Opierając się na uzasadnieniu wezwania przedstawionym przez pełnomocników pisarza, można sądzić, że wcześniej zawierane umowy dotyczące korzystania z praw autorskich były nieprecyzyjne. W konsekwencji być może CD PROJEKT uzyskał mniej praw niż wykorzystuje, a zatem eksploatuje utwory częściowo bezprawnie. Za coś jednak Andrzej Sapkowski dostał te trzy dychy, które ówcześnie wydawały mu się satysfakcjonujące. Umów nie widziałem, ale wróżąc z fusów mogę jednoznacznie stwierdzić, że nic nie da się jednoznacznie stwierdzić. Innymi słowy: żadna ze stron nie ma pewności wygrania ewentualnego procesu sądowego, bo różne są poglądy jak interpretować niejasne umowy. A pamiętajmy, że Andrzej Sapkowski kierując swoje żądanie do sądu musiałby wyłożyć sto tysięcy złotych na opłatę od pozwu, a przegrana kosztowałaby go dodatkowo przynajmniej czterdzieści tysięcy kosztów zastępstwa procesowego (licząc dwie instancje).

CD PROJEKT w raporcie giełdowym kwestionuje roszczenia, bo cóż może zrobić innego. Nie oznacza to jednak, że władze spółki mogą spać spokojnie. Po pierwsze, nieprecyzyjna umowa o prawa własności intelektualnej może wciągnąć nabywcę praw w niezłe bagno. Po drugie – i to jest szczególnie interesujące – przepisy dają twórcy prawo do żądania podwyższenia przez sąd jego wynagrodzenia, jeżeli zbyt tanio swoje dzieło sprzedał. Przesłanką do takiego podwyższenia jest rażąca dysproporcja między wynagrodzeniem twórcy a korzyściami nabywcy praw. Nawet jeżeli w przypadku Wiedźmina autor powieści mógłby skorzystać z tego przepisu, to i tak pozostaje pytanie, jakie wynagrodzenie byłoby adekwatne do zysku z prawa do posłużenia się postaciami i fabułą powieści w grze. Albo inaczej: w jakim stopniu do sukcesu gry przyczyniła się twórczość Sapkowskiego, a w jakim doskonała robota zespołu CD PROJEKT i świetna promocja produktu. To nie są łatwe do rozstrzygnięcia sprawy, nawet jeżeli nam łatwo sympatyzować z którąś ze stron sporu.

Swoją drogą, mistrzowsko zagrał CD PROJEKT ujawniając wezwanie do zapłaty. Może to przemyślana taktyka, może poczucie obowiązku (przepisy nakazują spółkom giełdowym publiczne raportowanie niektórych zdarzeń), ale opublikowanie komunikatu o zgłoszonych roszczeniach, z dołączeniem pisma, z pewnością poprawiło pozycję negocjacyjną producenta gry. Historia wcześniejszych negocjacji i zapłaty plus buńczuczny zdaniem niektórych ton pisma raczej naraziły Sapkowskiego na śmieszność zamiast zapewnić mu wsparcie jego czytelników i fanów gry. Smaczku dodaje szantaż przemycony w wezwaniu do zapłaty: zapłaćcie to może nikomu nie powiemy.

Sprawa między Andrzejem Sapkowskim a CD PROJEKT nadaje się idealnie do negocjacji lub mediacji. Strony powinny zrobić wszystko, aby nie skończyła się w sądzie, i można przypuszczać, że rozmowy o ugodzie trwają. Media póki co o sprawie milczą, a ja jestem szalenie ciekawy jak się ten spór zakończy. Mam nadzieję, że CD PROJEKT ugodę opublikuje równie gorliwie jak wezwanie do zapłaty.

***

Na dodatek – cytaty z wezwania do zapłaty.

„Oczywiście, nie mamy zamiaru wchodzić z Państwem w tym miejscu w polemikę na argumenty, ale mniemamy, że posiadając dział prawny i korzystając z pomocy zewnętrznych kancelarii jesteście w stanie dość łatwo stwierdzić, że w najlepszym przypadku przedmiotowe umowy nie przeszłyby najbardziej podstawowego due dilligence (…).”

„Tym niemniej, jak w każdej sprawie, a tym bardziej w niniejszej, uwzględniając specyfikę stosunków między spółką a Panem Andrzejem Sapkowskim, naturę i cechy osobiste Autora, ale też Państwa pozycję i interesy, jesteśmy gotowi zakończyć tę sprawę w sposób polubowny, a co najważniejsze: szybki i cichy.”

„I my i Państwo zdajemy sobie wszak doskonale sprawę, że samo tylko ujawnienie roszczeń w odniesieniu do praw własności intelektualnej może mieć negatywny wpływ na renomę Grupy, jak również na jej dalszy rozwój. Co dopiero, gdyby dotyczyło to istoty działalności i najważniejszego produktu… Możemy sobie jedynie wyobrazić, że negatywne konsekwencje wynikające tylko z tego faktu, że Pan Andrzej Sapkowski nie otrzymał należnego wynagrodzenia, tym bardziej gdyby były połączone z kwestionowaniem ważności umów prawno-autorskich, byłyby tak duże, że same potencjalne straty wartości akcji przewyższałyby zapewne żądania wyartykułowane w niniejszym piśmie.”

 

***

 

Na zdjęciu – Andrzej Sapkowski (2010 r.). Autor i źródło zdjęcia: Packa / Wikimedia Commons.