Dlaczego (niektórzy) prawnicy źle piszą

Dla prawnika biegłość językowa i umiejętność precyzyjnego wyrażania swoich myśli na piśmie są tak ważne jak dla chirurga sprawne dłonie i ostry skalpel. Słowo pisane to podstawowe narzędzie naszej pracy. Jeżeli jest klarowne, wzmacnia naszą argumentację. Jeżeli jest trudne do zrozumienia, zmniejsza skuteczność.

Piszemy, aby wyjaśnić komuś – sądowi, innemu prawnikowi, klientowi – swój tok myślenia i przekazać wnioski, do których on prowadzi. Chcemy być zrozumiani i życzymy sobie przekonać odbiorcę do swoich racji. A tymczasem tak często tworzymy teksty trudne do zrozumienia, pozbawione przemyślanej struktury oraz takie, w których istotne myśli giną w morzu niepotrzebnych słów. Piszemy teksty zbyt długie lub pełne skrótów myślowych, zrozumiałych dla nas, ale już niekoniecznie dla czytelnika.

Dlaczego?

Nie myślimy o czytelniku, to podstawowy powód. Nie zastanawiamy się, jak nasz tekst zostanie odebrany, czy w ogóle zostanie zrozumiany. Inaczej powinniśmy sformułować komunikat kierowany do drugiego prawnika, inaczej do klienta, który nie wie, czym różni się odpowiedzialność na zasadzie winy od tej na zasadzie ryzyka. A zatem autor dobrego tekstu prawniczego zastanawia się, co chce przekazać i jak wyłożyć to w sposób zrozumiały dla odbiorcy.

Myślenie o czytelniku to także dbałość o styl. Porządek w relacjach poszczególnych zdań i akapitów sprawia, że tekst jest jasny. Dobór naturalnego słownictwa i unikanie ozdobników pozwala zachować prostotę i zwięzłość stylu. Umiarkowane stosowanie pojęć i opisów abstrakcyjnych, na korzyść wypowiedzi konkretnych, obrazowych i popartych przykładami, również powoduje, że tekst czyta się lepiej.

Lecz potrzeba czegoś jeszcze.

Potrzeba czasu poświęconego swojemu dziełu. Tworzenie dobrego tekstu to nie tylko samo pisanie, ale także nie mniej ważne redagowanie. Dopiero czytając swoje słowa jeszcze raz (i jeszcze raz, i jeszcze raz…) będziemy w stanie wyłapać potknięcia: literówki, błędy gramatyczne, niejednoznaczności. Jeżeli możemy pozwolić sobie, aby odłożyć tekst i wrócić do niego po kilku dniach, duża szansa, że przyjdą nam do głowy poprawki znacznie zwiększające jego wartość.

Po latach codziennego wyrażania prawniczych myśli na piśmie, stopniowo, świadomie pracowałem nad swoim stylem. I jestem przekonany, że warto to robić, bo wyniki tej pracy mam za postęp. Zrezygnowałem z długich, zawiłych zdań. Wyeliminowałem niepotrzebne słowa. Gdzie się dało, zrezygnowałem z prawniczego żargonu. Łacina w ogóle nie przechodzi mi przez palce.

Mimo to być może czasem nawet przesadzam. Zdarza mi się usłyszeć od klienta, że pismo, które napisałem, nie brzmi jak napisane przez prawnika i skoro tak, to równie dobrze mógł zlecić napisanie go asystentce. W myślach gratuluję jego asystentce profesjonalizmu.

***

W tym temacie proponuję trzy pozycje:

  1. George Orwell, Politics and the English Language,
  2. Steven Pinker, Piękny styl. Przewodnik człowieka myślącego po sztuce pisania XXI wieku, wyd. Smak Słowa, 2015,
  3. Mirosław Bańko (red.), Polszczyzna na co dzień, PWN, 2006.